poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Szkarłatny płatek i biały, Michel Faber

Ze wstydem stwierdzam, że chyba jako ostatnia publikuję najzupełniej pierwszą recenzję w ramach Kolorowego Wyzwania. Ostatnia, ale za to z hukiem! 837 stron. Opasła, gęsto zapisana, twardookładkowa kniga, obciążająca dłonie, nadwyrężająca wzrok. Prawie miesiąc czytania. Ale warto było. Zachwyty tutaj !

Fannie Flagg "Smażone zielone pomidory"
Czytelniczy plan wypełniony. Zapraszam na mojego bloga do lektury recenzji tej fantastycznej książki.
19:28, naturegirl , Zielony
Link Dodaj komentarz »
"Błękitny zamek" L. M. Montgomery

Jestem jedną z nielicznych osób w moim otocznieniu, które Anię z Zielonego Wzgórza traktowały jako zło konieczne. W szkole była lekturą obowiązkową, przeczytaną i w cale nie polubioną. Z drugiej strony bardzo podobała mi się Emilka. Dlatego też z pewnym wahaniem wzięłam się za Błękitny zamek Montgomery.

Joanna (czytałam wydanie Naszej Księgarni z 1985 roku), 29-letnia, jakby nie patrzeć już praktycznie stara panna, mieszka w domu ze swoją dość surową matką i ciotką. Dziewczyna jest bardzo cicha, spokojna i nieśmiała. Wykonuje każde polecenie swojej matki, nawet te dotyczące sposobu jej ubrania. Ma tego pecha, że należy do naprawdę dużej rodziny, silnie związanej ze sobą, która jednak nie oszczędza jej złośliwych uwag na temat jej wolnego stanu. Jedyną ucieczką od szarej i nieprzyjemnej rzeczywistości jest jej wyobraźnia i książki popularnego przyrodnika. To wszystko jednak się zmieni, wraz z pewnym listem od jej lekarza...

Zupełnie niepotrzebnie obawiałam się tej książki. Jest to cudowna historia, którą Montgomery świetnie opisała. Przede wszystkim od pierwszej strony polubiłam Joannę. Poczułam do niej pewną dozę współczucia, ale wiedziałam także, że dziewczyna ma w sobie jakąś niezależność i siłę. I wspaniałą wyobraźnię. Po fatalnej diagnozie zaczyna się chyba najlepsza dla mnie część książki: bunt Joanny. Klan Stirlingów zostaje kompletnie wytrącony z równowagi przez jedną dziewczynę, która zawsze była przecież ofiarą. Nikt z szacownej rodzinki nie potrafi sobie z tym poradzić. Znajdują więc najprostsze wytłumaczenie w tej sytuacji: za zachowanie Joanny na pewno odpowiada szaleństwo. Rewelacyjnie, nieco zgryźliwie, autorka przedstawiła całą rodzinkę. Na dodatek w tej części jest naprawdę sporo humoru, co ogromnie mi się podobało. A Joanna od tej pory żyje w końcu własnym życiem, może nie aż tak wspaniałym i wytwornym jak w jej wymyślonym Zamku, ale za to sama podejmuje decyzje, jest szczęśliwa i co najważniejsze znajduje prawdziwą miłość. I nagle okazuje się, że Błękitnym Zamkiem może być mała chatka w lesie...
Błękitny Zamek to bardzo ciepła i malownicza opowieść, może momentami nieco za słodka, ale kusząca swoim optymizmem, na pewno nie jeden raz do niej jeszcze pewnie wrócę.

[To jest w sumie moja czwarta książka z listy wyzwaniowej, jednak Czarna orchidea Gaimana okazała się być komiksem. Nie wiele miałam z nimi do czynienia, postanowiłam więc nie umieszczać jej recenzji.]

14:21, i.love.impala.67 , Niebieski
Link Komentarze (2) »
sobota, 29 sierpnia 2009
"Czarny ogród"

Rzutem na taśmę ;) Miły być trzy, ale wyszło 4, bo nie mogłam się zdecydować.

„Czarny ogród” to pozycja, na którą czaiłam się od czasu nominacji do Nike. Trochę się obawiałam, że taka tematyka poważna, że reporterska a fabularna, jednak po przeczytaniu zapewniam, że czyta się ją świetnie, fabułę tworzy samo życie i że jest to książka, którą warto mieć na swojej półce.

Ciąg dalszy na moim blogu.

22:33, kot_kreskowy84 , Czarny
Link Dodaj komentarz »
Eve Green

No cóż, wiem że wszyscy to już czytali i wystawili zachęcające recenzje, więc uznałam, że to pozycja obowiązkowa...

Kiedy zapytałam o Eve Green w mojej bibliotece, pani bibliotekarka stwierdziła, że nie kojarzy, albo też "dawno jej nie widziała". Zaginęła. Ale za tydzień, kiedy znowu odwiedziłam bibliotekę - odnalała się w tajemniczy sposób na półce - ktoś ją oddał po dłuugim czytaniu. Jakby specjalnie na moje życzenie :)

Poetycki język (trochę jednak za dużo tych poetyckich porównań jak dla mnie - chwilami gubiłam w nich wątek), klimat miasteczka zagubionego gdzieś wśród walijskich wzgórz i tajemnica to sprawdzone sposoby na bestseller. Walijskie, szkockie czy irlandzkie krajobrazy zawsze cieszą się powodzeniem ;) Całość przypomina mi trochę "Wichrowe wzgórza" a bardziej "Co widziały wrony", choć jest lekturą znacznie lżejszą, spokojniejszą i bardziej osobistą.

A całość recenzji na moim blogu.

 

20:17, joly_fh
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 sierpnia 2009
Pelagia i czerwony kogut, Borys Akunin

Będąc do tej pory czytelniczką jednej tylko powieści Akunina spodziewałam się, że autor zawsze pisze tak zachwycająco, jak w "Pelagii i Czarnym Mnichu". W tej części, zamykającej cykl o Pelagii, brakowało mi jednak wielu rzeczy.

Całość TUTAJ

Raise the red lantern Su Tong


Zdazylo sie Wam czytac ksiazke tak jakbyscie ogladali film? Malo tego, to film ktorego nigdy nie widzialam choc krazy wokol mnie jak widmo, dlatego od opowiadania Zawiescie czerwone latarnie Su Long nie moglam sie oderwac. Chiny lat trzydziestych, mloda dziewczyna i bogaty Chen Zuoqian wystracza by zbudowac niebanalba historie o tak smutnej zaiste tresci.
Lotus to mloda studentka, ktorej zycie diametralnie sie zmienia wskutek niespodziwanej smierci ojca. Pozoronie ma wybor, jednak los jej zdaje sie byc przesadzony. Wybiera wyjscie za maz za bogatego Chen i zostanie jego czwarta zona, choc najmlodsza to wcale nie znaczy ze najmilej widziana. Cztery zony na pozor znajace swoje miejsce i mozliwosci wciaz prowadza ze soba nie tylko slowne sprzeczki, czasem dochodzi do rekoczynow a nawet angazowane sa w te przepychanki ich dzieci. Mloda Lotus poczatkowo radzi sa w tym owitym pozorami dworze, jednak z czasem jej paranoja staje sie coraz wieksza.
Nie bede opisywala tresci opowiadania, bo ono nie jest w w stanie oddac klimatu szeleszczacych tkanin, zasuwanych drzwi, niedopowiedzen i spojrzen z ukrycia. To rowniez slowa przelane na papier, ktorych nie czyta sie szybko a oglada oczyma wyobrazni, zatrzymuje wzrok na purpurze krwi z zacietego ucha niczym na zwiewych szatach walczacych ze soba Nieba i Sniezynki z Hero.

Z pewnoscia warto skonfrontowac swoje wyobrazenie ksiazki z filmem, jednak kusi mnie by pozostac pod wrazeniem slowa pisanego i swej wyobrazni na troszke dluzej zanim siegne po film pod tym samym tytulem doskonalego zreszta rezysera Zhang Yimou.

To trzecia pozycja z mojej kolorowej listy i raczej ostatnia, gdyz zadeklarowalam sie przeczytac Biale Noce, jednak moja rezerwacje w bibliotece odeslano, gdyz pozycje ta zamowilam po polsku, wiec uznano ze to pewnie pomylka. Kolejny raz czekac mi sie nie chce zwlaszcza ze na horyzoncie peryferyjne czytanie na ktore mam ogromna ochote, zatem dziekuje wszystkim za mila zabawe i do przeczytania!

23:24, m_barrera , Czerwony
Link Komentarze (1) »
Zielony

 

I kolor zielony jest już za mną. To znaczy jedna z tej podstawowej pozycji, bo mam jeszcze zamir inneczytać, ale nie wiem, czy zdążę, bo tylko do września. Od października przecież jest "Literatura na Peryferiach". Debiutancka powieść  Edyty Szałek jest dla mnie zróżnicowana. Z jednej strony bardzo mi się podoba, a z drugiej byłam wściekła. Trochę zaczęło mnie denerwowac, ze momentami tak się ciągnęła. A już najbardziej zdenerwowało mnie zakończenie, które zupełnie nic nie wyjaśnia. Mimo to ta kompozycja otwarta podoba mi się, ale bardziej ze względu na samą kompozycję, niz zakończenie. Chyba trochę zgmatwałam. Jednym zdaniem. Podoba mi się, ze autorka jej użyła, ale nie podoba mi sie samo zakończenie. Bodajze w najsłynniejszej kompozycji otwratej  w "Lalce" zakończenia jako tako możemy się domyślić, a tu ni w ząb. Nie jest to prawdopodobnie dzieło, które zapamięta się na całe życie i do którego będzie się chciało wracać po wielokroć – ale bez wątpienia rzecz przyzwoicie napisana, dostarczająca wglądu w mechanizmy emocjonalne, stojące u podstaw takich, czy innych zachowań. Narratorka jest krytyczna w stosunku do siebie, ale nie ma to nic wspólnego z autoironią, z jaką wypowiadają się o sobie bohaterki Szwai czy Sowy; nie znajdziemy tu też ani śladu dowcipu sytuacyjnego, „znaczących” nazwisk, czy – przeciwnie – obrazów wyciskających łzy z oczu. Sceny miłosne, chociaż wcale nie takie niewinne, nie mają w sobie cienia wulgarności, a grubsze słowa występują tylko tam, gdzie są niezbędne dla wiarygodnego ukazania sposobu wypowiadania się określonej postaci. Okazuje się, że powściągliwość w szafowaniu ekstremalnymi środkami wyrazu czasem wychodzi na dobre, bo pomimo braku powyższych cech powieść wcale nie jest nijaka i blada. Jej atutem jest także język, zwłaszcza w partiach narracyjnych. Nie wiem, czy jeszcze do niej wrócę. Zobaczymy :) 

Wpis jest też na moim blogu www.andromacha.blox.pl

21:53, manuskrypt1 , Zielony
Link Dodaj komentarz »
"Biały tygrys", wydarzenie literackie na miarę białego tygrysa

 

 

To już przedostatnia i 7 zarazem książka, którą czytam w ramach Kolorowego Wyzwania. Jest z nich również zdecydowanie najlepszą, zostawia daleko w tyle Czarną wodę, Fioletowy hibiskus, Czerwoną Azalię, 100 odcieni bieli, Białą czarownicę i Białego króla (w tej właśnie kolejności).

Zaczyna się od opisu wioski z dzieciństwa: regionu, w którym narodził się Budda, ale zdaniem narratora „przebiegł tędy najszybciej jak potrafił i nawet się nie obejrzał”. To dobre wprowadzenie do  gorzkiej opowieści, po którym bezbłędnie możemy przewidzieć, którą stronę Indii poznamy. I mimo że wiem o problemach, z jakimi boryka się ten kraj, mam za sobą książki o problemach demograficznych, zdrowotnych, socjologicznych, infrastrukturalnych, politycznych, reportaże o regionach w których czai się wojna, korupcja, skrajna nędza i terroryzm, filmy o gettach biedy i prostytucji – to jeśli wcześniej mimo tego wszystkiego obdarzałam Indie mistyczną czułością – przyszło mi ją zobaczyć innymi oczami i zweryfikować.
Zdecydowanie nie mogę zgodzić się z nielicznymi głosami o „słabości” tej książki z listy Booker Prize. Szokujące, błyskotliwe uwagi na temat Indii, które każą czytelnikowi śmiać się z czarnego humoru i jednocześnie płakać nad rzeczywistością, otacza sugestywnie nakreślonym tłem, wciągającą fabułą, takim portretem psychologicznym przestępcy, że zaczynamy trzymać kciuki za jego powodzenie. Niezwykle bystre spostrzeżenia oddają psychikę niewykształconego przedsiębiorcy, obdarzonego zmysłem obserwacji i chłodnej ironii.
Nie mogę również zgodzić się z poprzednimi recenzentkami z opinią o bezsensie formy listownej. Wybierając adresata zakreśla granicę porównania, kontrastu, punkt odniesienia wobec swojej sytuacji; następnie drobiazgowo podporządkowuje obraz swojego świata obrazowi świata adresata. Wiemy, że według Balrama przyszłość należy do człowieka żółtego i brązowego, zatem adresat i nadawca reprezentują owe rasy, dając czytelnikowi ideę Balrama w pigułce.
Język – przekorny i pewny siebie. Całkowicie celowy, gdzie zdania nie ślimaczą się nieskładnymi metaforami, gdzie autor doskonale wie co chce napisać i jak to uchwycić. Jest to jedna z tych  książek, które pozostawiłabym na półce, gdybym musiała wybrać tylko kilka.
W każdym bądź razie żeby się z nią jeszcze nie rozstawać, zaczęłam czytać raz jeszcze, tym razem w oryginale. Po raz pierwszy w życiu :-)


Mój blog

21:52, redsnove , Biały
Link Komentarze (8) »
Jagódkowe oczy

Tak obserwowałam recenzje na blogu poświęconym kolorowemu wyzwaniowi i się zastanawiałam czy ja nie mam jakieś książki dla dzieci z kolorem w tytule. I tak wzięłam się za czytanie Jagódkowych oczu , które oprócz tego, że dla dzieci, w tytule mają nieczęsty kolor, bo jagódkowy.

Na wrażenia zapraszam tu

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9