poniedziałek, 21 września 2009
Marsha Mehran - Woda różana i chleb na sodzie

Marsha Mehran - Woda różana i chleb na sodzie


Książka z gatunku tych: im dalej tym gorzej. Na początku zaciekawił mnie opis życia na dalekiej irlandzkiej prowincji trzech irańskich sióstr - prowadzą bar Babilon i serwują w nim cudownie aromatyczne potrawy o magicznie brzmiących nazwach. Wątek sióstr do końca nie zawodzi – może trochę po bandzie i na skróty opisana jest ich „europeizacja”, ale gdyby tylko to przeszkadzało mi w czytaniu tej książki, to bym nie narzekała. Niestety, autorka uznała, że losy trzech sióstr to za mało na książkę i zaczęła ją na gwałt „ubogacać”. Pod koniec brakowało mi już tylko kosmitów i szpiegowskiego okrętu podwodnego.

Trochę szkoda, bo na początku dużo więcej się po niej spodziewałam. Woda różana i chleb na wodzie to dalszy ciąg Zupy z granatów. Bardzo możliwe, że pierwsza część jest duża lepsza i jak to często z sequelami bywa, była chęć powtórzenia sukcesu, tylko pomysłu zabrakło.

wtorek, 25 sierpnia 2009
Rosewater and Soda Bread Marsha Mehran

Zatrzymalam sie ostatnio w perskim sklepie. Patrzylam na polki pelne orientalnych przypraw, sloikow, woreczkow. Kupilam sos z granatow. Nie wiem do czego go uzyje. Ale wiem ze ksiazki Marshy Mehran nigdy nie zapomne. Woda rozana to kontunuacja Zupy z granatow, wiec jesli ktos ma ochote na wiecej lektur z kolorowego czytania goraco polecam obie pozycje :)
Na okladce jest napisane ze to historia o trzech siostrach, dwoch krajach i jednej pasji do przypraw. Pierwsza czesc wiele wyjasnia natomiast w drugiej przygladamy sie blizej zyciu siostr w malym miasteczku Ballinacroagh w Irlandii.Prowadzona przez nie orientalna restauracyjka zyskuje kolejnych zwolennikow i wrogow, jedni tubylcy oddaja sie bez reszty uwodzicielskim zapachom i smakom inni wciaz wesza podstep, zawistni nigdy nie przekrocza progu Cafe Babilon. Siostry Aminpur posrod zapachow wydobywajacych sie z ich kuchni dorastaja, przezywaja pierwsze i prawdziwe milosci, poszukuja siebie, odnajduja wiare i zaufanie. Spotykaja tez na swojej drodze takie cieple osoby jak pani Dolmenico ze swym, choc juz niezyjacym, to stale obecnym mezem Luigi, ksiedza, ktory od pierwszego dnia zakochal sie w smakowitosciach Cafe Babilon i jakby tego bylo malo zaklada rozglosnie radiowa.
Marsha Mehran trafnie oddaje atmosferę miasteczka na peryferiach i doskonale przy tym opisuje sytuacje emigrantow. Lektury tej wlasciwie sie nie czyta a delektuje, powoli smakujac kolejna potrawe zapijana herbatka z samowaru...

poniedziałek, 03 sierpnia 2009
Hrabal - "Różowy kawaler"

Miły Panie Bohumile,

proszę wybaczyć mi ową poufałość w formie tego listu do Pana, wszak nie jestem Miss April – znaczy się Kwiecieńką, do której Szanowny Pan tak lubi pisać swoje listy, ale po przeczytaniu kilku z nich, wydanych w książce pt.: „Różowy kawaler”, nie mogłam odmówić sobie tej przyjemności skierowania do Pana tych kilku zdań.

Nie siedzę teraz w autobusie, po drodze ze swojego domu do ruin mojego poprzedniego miejsca zamieszkania – tak, jak Pan miał to w zwyczaju robić, kiedy wymyślał Pan i pisał listy do Kwiecieńki. Nie karmię również kotów, tak, jak Pan – Panie Bohumile, tylko psa - sztuk jeden, który i tak za całe stado kotów wystarcza. Ale i tak mam podobne spostrzeżenia co do otaczającego świata, jak Pan.

Coraz straszniejsza jest ta nasza rzeczywistość, nieprawdaż Panie Bohumilu? Ludzie na każdym kroku pokazują swoje słabości (jakby rzeczywiście było się czym chwalić!), dumę , szczycą się upokorzeniem innych. I co najgorsze? Rozum im odbiera dzika żądza posiadania pieniędzy.

Komunizm u nas też się skończył, przynajmniej teoretycznie. Bo wie Pan, Panie Bohumile – czasami mam nieodparte wrażenie, że zaślepionych w swoich racjach niczym beton, doktrynerów i wizjonerów komunistycznych czasów, zastąpili inni wizjonerzy liberalizmu i polskiej Irlandii, którzy ku mojemu coraz większemu rozczarowaniu, zapominają, że Państwo tworzą ludzie, którzy w nim mieszkają. Którzy mają swoje problemy i radości dnia codziennego. I ma Pan rację, że najdotkliwszą z kar na tym ludzkim padole, jest śmieszność. I nią należałoby karać tych wszystkich ho sztaplerów naszych czasów. Co prawda, nie pomaluję pomnika-czołgu na kolor różowy, tak jak Pan to opisuje w swoich listach do Miss April, ale na pewno coś jeszcze wymyślę. Coś czego obecny system znieść w podobny sposób nie będzie mógł. Pomoże mi Pan? Liczę na Pańską pomoc, Panie Bohumile!

Cieszę się, że dane mi było przeczytać Pańskie listy do Kwiecieńki, choć trochę, jak podglądacz cudzych myśli się czułam. Lubię kiedy Pan opowiada o starej Złotej Pradze, kotach, podpraskim Kresku, gospodzie „Pod Złotym Tygrysem”, w ten swój wyjątkowy sposób. Hrabalowy po prostu.

I mam nadzieję, że nie obrazi się Pan, że te listy do Miss April, polecę innym czytelnikom. Wszak są one czymś w rodzaju leku na całe otaczające zło. Bo nikt inny, jak Pan – Panie Bohumile, nie potrafi tak cudnie, każdy smutek i bolączkę w anegdotę przerobić, po której świat robi się bardziej różowy.

Z  pozdrowieniami !

08:00, belcantto , Różowy
Link Komentarze (4) »
środa, 22 lipca 2009
przepis na magię

porzeczkowy chleb na sodzie pani Boylan

4 szklanki mąki

1,5 łyżeczki sody spożywczej

1 szklanka słodkich suszonych porzeczek (ew. rodzynków)

2 łyżeczki kminku

1,5 szklanki zsiadłego mleka (do mleka dodać jedną łyżkę octu)

0,5 szklanki cukru

Rozgrzać piekarnik do 175 st. C. W dużej misce starannie zmieszać mąkę, sodę, porzeczki i kminek. Zagniatać ciasto, dolewając powoli zsiadłego mleka.

Uformować okrągły bochenek. Położyć na natłuszczonej folii. Nożem naciąć na wierzchu krzyż. Posypać cukrem. Piec godzinę aż zbrązowieje. Sprawdzić wykałaczką. Chleb jest upieczony jeżeli wyjęta wykałaczka pozostaje sucha.

Podawać na ciepło lub zimno z masłem i konfiturą różaną. Spożywać w towarzystwie zaprzyjaźnionego krasnoludka.

przepis pochodzi z książki, której recenzję znajdziecie na moim blogu

 

11:23, moni-libri , Różowy
Link Dodaj komentarz »