czwartek, 10 września 2009
Chimamanda Ngozi Adichie: "Fioletowy hibiskus"


Absolutnie nie trzymając się planu, który ułożyłam sobie na początku wyzwania, zachęcona innymi recenzjami, sięgnęłam wreszcie po "Fioletowy hibiskus" Adichie.

Wrażenia (jak najbardziej pozytywne) opisałam tutaj.

poniedziałek, 07 września 2009
Szafranowe niebo, Lesley Lokko

"Rozkochał w sobie dwie kobiety, lecz jego córki nie zamierzały dzielić się uczuciem... Opowiadając dzieje dwóch rodzin, połączonych osobą wszechwładnego ojca, autorce udało się mistrzowsko opisać współczesny świat. Historia milionera Maxa Salla, jego angielskiej żony alkoholiczki, efektownej włoskiej kochanki i trojga skłóconych dzieci z obu związków, łączy się z losami ich znajomych, przyjaciół i partnerów. Wszyscy przeżywają chwile triumfu i życiowe porażki, błądzą i starają się odnaleźć drogę, dążąc do szczęścia mimo swych niedoskonałości i przeciwności losu. Z wielkim talentem, trzymając nas w nieustannej ciekawości, co przydarzy się bohaterom, autorka prowadzi czytelników przez eleganckie zachodnie kluby i wojenne Sarajewo, nowojorskie redakcje i egzotyczne bezdroża Afryki..."

Świat Książki, 2007

Jakoś średnio zachwyciła mnie ta książka.

Cieszyłam się na myśl o 600 stronach jakiejś smakowitej sagi, a  tu perypetie rodem z "Mody na sukces". Romanse, skandale, sex, przemoc i kazirodztwo w życiu wyższych sfer.

Na szczęście akcja toczyła się szybciej niż we wspomnianym serialu.

Może troszkę uprościłam, dokonując tego porównania, ale szczerze przyznam, że nie jest to arcydzieło literatury.

jj-jj, poniedziałek, 07 września 2009

Opublikowany , Komentarze : Domyślnie

czwartek, 27 sierpnia 2009
Jagódkowe oczy

Tak obserwowałam recenzje na blogu poświęconym kolorowemu wyzwaniowi i się zastanawiałam czy ja nie mam jakieś książki dla dzieci z kolorem w tytule. I tak wzięłam się za czytanie Jagódkowych oczu , które oprócz tego, że dla dzieci, w tytule mają nieczęsty kolor, bo jagódkowy.

Na wrażenia zapraszam tu

wtorek, 25 sierpnia 2009
Fioletowy hibiskus - Ch. N. Adichie

Co zrobić, by dobrze zadebiutować? Trzeba być szczerym, wiernym swojej wiedzy o miejscach i ludziach, których chce się przedstawić, nie powielać popularnych wzorów, by nie być wtórnym, a nadto umieć dostosować język do zaplanowanej fabuły. Tak w uproszczeniu wyglądałaby recepta.

Nigeryjka zamieszkała w USA zadebiutowała imponująco, bo Fioletowy hibiskus zwrócił na nią uwagę w wielu krajach i pozwolił kontynuować twórczość. Być może egzotyka pochodzenia, choć literatura nigeryjska jest najbardziej znaną literaturą afrykańską w wydaniu autochtonów, ciekawość życia współczesnego w Czarnej Afryce, chęć wspierania twórczości z krajów, które dołączają do literatury świata miało wpływ na poczytność i przychylność krytyków. (...)

Ciąg dalszy na blogu.

piątek, 21 sierpnia 2009
Bogdan Szczygieł. Mnisi w szafranowych szatach.

 

Bogdan Szczygieł to lekarz, który wchodził w skład polskiej ekipy Czerwonego Krzyża pracującej w Kambodży. Właśnie w Kambodży, zniszczonej władzą Pol Pota, spotkał mnichów w szafranowych szatach.

ZAPRASZAM

środa, 19 sierpnia 2009
Paullina Simons - Jeździec miedziany

"Opowiedziana z epickim rozmachem historia wielkiej namiętności, szukającej spełnienia w nieludzkich warunkach systemu totalitarnego.

Wojna i miłość, bohaterowie i zdrajcy, fascynujące postaci i ich losy, które zostają w pamięci na długo po przeczytaniu książki."

[okładka]

Moje wrażenia z lektury "Miedzianego jeźdźca", książki, która jak żadna inna przejechała walcem po moich emocjach znajdziecie tu: klik

wtorek, 18 sierpnia 2009
Rudy wariat

"- Co to za gówno?

Nie widzę żadnego gówna

- Nie wiem, sierżancie.

- Więc mówię wam, że to gówno. Widzicie?

Nie

- Tak, sierżancie.

- Więc nie wyczyszczaliście go należycie, zgadza się?

Nie

- Tak, sierżancie.

- Dlaczego nie?

- Nie wiem, sierżancie.

- Nie wiecie! Więc lepiej do jutra się dowiedzcie. Kłopot z wami polega na tym, że jesteście leniem. Czym jesteście?

- Leniem, sierżancie."

D. Lodge, "Rudy wariat" , Rebis, 1994, s. 65

Więcej na temat tych "fascynujących" rozmów w wojsku na moim blogu

piątek, 14 sierpnia 2009
"Błękitna pustka"

blekitna pustkaJako, że do wyzwania przystąpiłam dzisiaj, a książkę też skończyłam czytać dzisiaj, mam więc nadzieję, że mogę ją włączyć w ramy wyzwania :)

 

Jest to czwarta książka Deavera, którą miałam okazję przeczytać. I tylko utwierdziłam się w moim przekonaniu, że wie on, jak pisać wciągające książki sensacyjne. Każda z nich zaskakiwała mnie zmianami w akcji, nowymi pomysłami, wyjściami z sytuacji. Widać też, że zatrudnia masę osób, bo jego książki są dobrze przygotowane pod względem zamieszczonych informacji, jak dla mnie wypadają wiarygodnie (chociaż żaden tam ze mnie ekspert ;p).

Po całość recenzji zapraszam TUTAJ

czwartek, 13 sierpnia 2009
Szare dusze

Tak naprawdę to nie wiem co sądzić o tej książce, tak samo jak nie wiem co mam o niej napisać bo nie wiem czy podobała mi się czy też nie. Po „Szare dusze” Philippe’a Claudel’a sięgnęłam w związku ze wznowieniem przeze mnie wyzwania kolorowego tylko, że niestety fabuła książki idealnie odpowiada szaremu kolorowi w tytule. Małe, francuskie miasteczko, początek dziewiętnastego wieku, I wojna światowa – z jednej strony zwyczajne życie zwyczajnych prostych ludzi a z drugiej wojna i tylko słabe jej odgłosy, czasem okruchy w postaci rannych żołnierzy docierające do mieszkańców miasteczka. Ale V. (tak nazwano miasteczko) jak gdyby na przekór toczącej się wojnie, jak gdyby za małe było żniwo śmierci w okopach, samo przepełnia się zbrodnią - jak tłumaczy narrator – pełne zbrodni z powodu długich i nudnych zim oraz upalnego lata, które burzy krew.

V. które znamy to tak na dobrą sprawę tylko kilku mieszkańców i oficjeli, którzy pomagają rozwikłać zagadkę morderstw (no właśnie, zupełnie nieświadomie przeczytałam poniekąd kryminał), reszta mieszkańców, pewnie tłoczy się gdzieś w barze albo „dopija” w domu. W tym pełnym melancholii mieście, gdzie smutek i opary alkoholu unoszą się jak mgła nad polami, rządzą głównie wiecznie pijani mer i sędzia skłóceni z jedynym człowiekiem w mieście, z którego zdaniem należałoby może się liczyć – z Prokuratorem, a czas wyznaczany jest przez kolejne śmierci. Do tego dołóżmy miejską spelunkę, szkołę dla mało rozgarniętych dzieci z jedną nauczycielką, (bo dotychczasowy nauczyciel został zamknięty w zakładzie psychiatrycznym z powodu rozebrania się „do rosołu” i spalenia sztandaru w ramach poglądowej pogadanki na temat trwającej wojny). Wszystkie te osoby uwikłane w ciemne zbrodnie, podejrzane samobójstwa otoczone wiecznym widmem śmierci, chłodem i biedą. Jednym słowem V. to mała, biedna, ciemna wioska we Francji, która spływa powoli rynsztokiem wraz z odchodami i odpadkami.

o tym jak kończy się historia TU

poniedziałek, 10 sierpnia 2009
"Purple Hibiscus" ("Fioletowy hibiskus") - Chimamanda Ngozi Adichie

Lubię czytać książki jedząc potrawy z danego kraju czy regionu. Indyjskie powieści zawsze zwiększają we mnie apetyt na indyjskie dania, po lekturze skandynawskich chłodnych dramatów rodzinnych lubię się ogrzać cynamonową bułeczką, gdy zaś czytam japońskich mistrzów muszę się wybrać potem na sushi albo przynajmniej pofolgować podniebieniu puszystym sernikiem z zieloną herbatą. W trakcie lektury "Purple Hibiscus" (a była to lektura błyskawiczna, uporałam się z nią w niecałe dwa dni) pobiegłam po lunch do jednego ze stoisk, które na sąsiedniej ulicy kusi zapachami kuchni z Ghany. I choć akcja powieści dzieje się w Nigerii, kuchnia nigeryjska i ta z Ghany mają niektóre te same dania. Po powrocie do domu z pudełeczkiem z pikantną potrawą z czerwonej soczewicy, żółtym ryżem jollof i smażonymi plantanami mogłam rozłożyć książkę i jeszcze silniej przenieść się do gorącej Afryki.

Cała recenzja na moim blogu.

 
1 , 2